niedziela, 4 stycznia 2015

[5] Nieobecność


Dzień 19

Kiedy już byłam sama, przejechałam scyzorykiem po swoim lewym przedramieniu. Nie mogłam uniknąć kary za czekoladkę, którą dostałam od Michaela przed sobotnim koncertem. Na szczęście, nie był to duży łakoć, więc ból też nie był jakoś specjalnie silny, a rana nie głęboka. Tak czy siak – zasłużyłam.
Skoro nie bolało, to dlaczego płakałam?


Dzień 20

Rozglądałam się po korytarzu, ale nigdzie nie widziałam znajomych fioletowych włosów. Przeszukiwałam tłum, powoli wpadając w histerię. Brak jego towarzystwa sprawiał, że momentalnie poczułam ogarniający mnie chłód, mimo ciepłego dnia. Zostałam zupełnie sama i nie było nikogo, kto mógłby powstrzymać moje drżące dłonie.
Właśnie wtedy, stanęła przede mną Nicole, a była ona ostatnią osobą, którą chciałam spotkać. Ręce opierała na biodrach.
– Co ty wyprawiasz? – fuknęła.
– Aktualnie idę do klasy – próbowałam ją zbyć, lecz na marne.
Ugryzłam się w język dopiero po fakcie. W myślach skarciłam się za złe zachowanie, nie powinnam być taka niemiła w stosunku do przyjaciółki.
– Unikasz mnie od kilku dni – mówiła, a ja ruszyłam naprzód.
Dotrzymywała mi kroku, nie przestając gadać.
– Kim jest ten chłopak, z którym ciągle łazisz? Nie myśl, że was razem nie widziałam. – Zacisnęłam zęby, żeby nie powiedzieć czegoś, czego mogłabym żałować. Ten gest nie umknął uwadze dziewczyny. – Śliczny jest. Myślisz, że poszedłby ze mną do łóżka?
Stanęłam jak wryta. Gdybym coś jadła to zapewne bym się zakrztusiła, ale pozostał mi tylko kaszel. Tym razem nie mogłam powstrzymać emocji – wybuchłam.
– Odwal się od niego – warknęłam, zaskakując sama siebie. – Bierz sobie kogo chcesz, ale on jest mój!
Posłałam jej mordercze spojrzenie, po czym przyspieszyłam kroku, zostawiając brunetkę za sobą.
Nie wierzyłam w to, co powiedziałam. Od kiedy traktowałam Michaela jak swoją własność? I od kiedy byłam taka brutalna?


Dzień 21

Kolejny dzień z rzędu spędzałam w samotności. Nie miałam nawet jak skontaktować się z Michaelem i zapytać o powód jego nieobecności.
Dlaczego nie zostawił mi swojego numeru telefonu? Nawet nie wiedziałam gdzie mieszkał, kiedy on doskonale znał mój adres.
Błąkałam się po szkole niczym duch, żeby tylko wytrwać do końca zajęć. Udawałam, że pilnie się uczę, gdy tak na prawdę nawet nie słuchałam nauczycieli. Skupienie wymagało o wiele więcej pracy, niż mogłam przypuszczać, toteż po prostu to sobie odpuściłam. Wcale mi nie zależało. Nie zależało mi na niczym.
Podczas geografii, bazgroliłam po zeszycie, dopóki nie usłyszałam czegoś interesującego. Nauczyciel opowiadał o krajach skandynawskich. Wystarczyło to jedno hasło, żebym do reszty się rozmarzyła. 
Momentalnie wyobraziłam sobie kilkumetrowy puch, w którym mogłabym zatopić dłonie. Mróz przeszywający całe moje ciało, a także jego wnętrzności. Posiniałe usta i szron, osadzający się na włosach. To wszystko brzmiało tak fantastycznie i jednocześnie nierealnie. Pozostała mi wyobraźnia, bo przecież nigdy nie miałam okazji zobaczyć tak dużej ilości śniegu.
Ogarnął mnie chłód od samego myślenia o zimnych rzeczach, ale jednocześnie wydarzyło się coś niezwykłego – uśmiechnęłam się, a nie było przy mnie Michaela. Najwyraźniej sama także mogłam wydostać się ze stanu kompletnej depresji, nawet jeśli trwało to zaledwie kilka sekund.
Zadzwonił dzwonek, a ja wstałam z miejsca, mimo że myślami wciąż byłam w innym świecie. W głowie, zapisałam marzenie o odwiedzeniu tamtej części świata. Spełnienie tego graniczyło z cudem, ale marzyć nikt mi nie zabroni, prawda?
Po drodze do wyjścia, natknęłam się na przyjaciółkę. Wolałam jej unikać, ale ona zawsze wiedziała gdzie mnie znaleźć. Serce od razu mi przyspieszyło, obawiałam się rozmowy z Nicole i tyle. Ostatnio na nią nakrzyczałam, więc zapewne chciała się zrewanżować. Wlepiłam wzrok w swoje stopy, lecz ten czyn nie zmienił mnie w niewidzialną.
– Hej, ty! – krzyknęła i dobrze wiedziałam, że nie kierowała tego do nikogo innego.
Z oporem spojrzałam w jej stronę. Biegła z ręką wyciągniętą w bok, a gdy już była na tyle blisko by mnie dotknąć, wykorzystała to w nadzwyczaj brutalny sposób. Sprzedała mi siarczystego policzka, przez co omal nie wylądowałam na podłodze. Piekący ból, utwierdzał mnie w przekonaniu, że mam na twarzy czerwony odcisk dłoni. Popatrzyłam na przyjaciółkę z wyrzutem, pomieszanym z niewyobrażalnym smutkiem. Nawet nie próbowałam hamować łez.
Miałam świadomość tego, jak niemiła byłam dla Nicole, ale nie przypuszczałam, że byłam aż tak okrutna, żeby zasłużyć na taki cios.
– Jak mogłaś?! – wrzeszczała. – Puściłam cię wolno, kiedy kazałaś mi się odwalić, ale byłam pewna, że wrócisz. A ty co? Odwracasz się ode mnie. Tym razem przegięłaś.
Wróciłam myślami do sytuacji z poprzedniego dnia i natychmiast poczułam przypływ złości. Wyprostowałam się, jednocześnie marszcząc brwi. Nie miałam ochoty być tak traktowana. Postanowiłam zakończyć to raz na zawsze.
– Ja przesadziłam? – warknęłam, nie pozostając jej dłużna. – Lepiej spójrz na siebie. Od zawsze traktujesz mnie jak robaka, a ja głupia myślałam, że jesteś moją przyjaciółką. – Zaśmiałam się nerwowo, a dłonie mi drżały. – Dopiero teraz przejrzałam na oczy.
– Jakbyś nie była taką sierotą, to może traktowałabym cię należycie. – Żadna z nas nie zwracała uwagi na osoby, przechodzące obok i posyłające nam krzywe spojrzenia. – Jesteś taka naiwna. Dam ci przyjacielską radę zanim wpadniesz w kłopoty. Uważaj na tego kolesia z fioletowymi włosami. Myślisz, że jest twoim księciem, ale jeszcze się przekonasz jaki jest na prawdę.
Otworzyła usta, żeby dopowiedzieć coś jeszcze, ale bezzwłocznie chciałam zakończyć tę rozmowę. Nie było opcji uciszenia jej, więc po prostu wyszłam ze szkoły, po drodze szturchając ją barkiem.
Nawet po wyjściu z budynku, wciąż płakałam. Słowa Nicole zabolały mnie bardziej, niż cokolwiek innego. Tysiące noży, wbitych w ciało, nie mogły równać się z bólem jaki sprawiła ta kłótnia. Jedyna osoba, która coś dla mnie znaczyła, odwróciła się bez żadnego konkretnego powodu. Zostałam sama jak palec na tym wielkim, okrutnym świecie.

Do wieczora leżałam bezczynnie w łóżku; ten dzień okropnie się dłużył. Może i ciało leżało nieruchomo, lecz w głowie odgrywała się prawdziwa wojna stulecia. Walczyłam z myślami, miażdżącymi mój mózg z każdej możliwej strony. Łzy dawno przestały dawać ukojenie, więc odpuściłam sobie ryczenie. Na zmianę czułam gorąc i chłód, co doprowadzało mnie do jeszcze większego szaleństwa.
Po godzinach, wstałam i wyszłam z domu. Nie zastanawiałam się, zrobiłam to pod wpływem impulsu i może właśnie tego mi było trzeba. Okazało się, że na powietrzu było o wiele przyjemniej niż w dusznym pokoju. Nie wiedziałam dokąd szłam, ale centrum miasta nie brzmiało zachęcająco, więc wybrałam jakieś osiedle na obrzeżach. Podczas tego bezcelowego spaceru, wpadłam na pomysł, żeby poszukać domu Michaela. Mogłaby pukać do każdych drzwi, ale zdecydowanie była to chyba najgorsza możliwość, mimo że nie wpadłam na nic innego.
Wiedziałam, że Michael jeździł na motorze, co było jedyną wskazówką. Oczywiście, swoją maszynę mógł trzymać w garażu, ale miałam chociaż tę jedną informację, która mogła mi pomóc w poszukiwaniach. Słońce dawno schowało się za horyzontem, a w mroku widoczność była ograniczona, lecz nie chciałam rezygnować. 
Symbolicznie tupnęłam nogą, postanawiając, że będę chodzić nawet całą noc, ale znajdę go.
Po dwudziestu minutach, straciłam siły, chęci także powoli ulatywały. Marzłam, a ta mroczna cisza mnie wykańczała, ale szłam. Nieustannie szłam przed siebie, bez przerwy się rozglądając. W jednym oknie, ujrzałam roześmianą kobietę, zmywającą naczynia w towarzystwie, równie wesołego, mężczyzny. Na ten widok, nieświadomie zacisnęłam zęby.
Przez chwilę wstrzymywałam oddech, bo nie mogłam się otrząsnąć. W tym jednym momencie, zdałam sobie sprawę jak bardzo byłam samotna. Zrozumiałam dlaczego "przyjaźniłam" się z Nicole. Zawsze źle mnie traktowała, a ja na to pozwalałam tylko po to, żeby nie zostać samą. Teraz szukałam Michaela, aby po prostu przy mnie był. Poczułam wyrzuty sumienia...
W końcu, stwierdziłam, że nie mam siły na dalsze poszukiwania. Obróciłam się na pięcie i ruszyłam tam, skąd przyszłam. Właśnie wtedy ujrzałam znajomą czuprynę; chłopak stał zaledwie dom dalej, trzymając w ręku wielki worek. Bez wahania puściłam się biegiem.
– Michael!
Obrócił głowę w moją stronę i mrużył oczy. Kiedy już mnie poznał, zaczął machać i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Miałam ochotę rzucić się mu na szyję, ale zrezygnowałam z tego w ostatniej chwili i po prostu przed nim stanęłam.
– Co ty tu robisz? – zapytał, pocierając ramiona, okryte cienką bluzą.
– Sz-szukałam cię... Nie było cię w szkole, więc chciałam sprawdzić czy wszystko w porządku, a nie wiedziałam gdzie mieszkasz, więc...
– No już dobrze – zaśmiał się, tym samym mi przerywając. – Nie tłumacz się tak i wejdź do środka.
Wskazał ręką na otwarte drzwi frontowe. Spojrzałam na nie, a później ponownie na niego i zdałam sobie sprawę, że po prostu wyrzucał śmieci. Na moje policzki momentalnie wpełzł rumieniec, a wzrok powędrował ku ziemi. Dłoń Michaela znalazła się na moich plecach i popchnęła mnie naprzód.

1 komentarz :

  1. Super Rozdział . W ogóle cały blog jest świetny :) :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

CREATED BY
XASHEWX